Wyglądało dokładnie jak miejsce, które ktoś wybrałby na oświadczyny. Jej serce waliło z podniecenia, odkąd dotarli i usiedli.
Zamówił jedno z najdroższych win w menu.
„Dziś wieczorem świętujemy coś ważnego” – oznajmił, wznosząc toast w jej stronę.
Co właściwie było tu do świętowania? – pytała siebie w myślach, nerwowo przeczesując włosy palcami.
Co chwila zerkał do kieszeni kurtki, jak ktoś o połowę młodszy, marzący o fajerwerkach i magii.
Wieczór, który wydawał się idealny.
Kolacja była pod każdym względem ekstrawagancka: najwyższej klasy stek, perfekcyjnie przyrządzony homar, wyjątkowe dodatki i wyszukane desery, których nawet nie daliśmy rady zjeść.
Rozmawiali i śmiali się razem, wspominając swoje pierwsze malutkie mieszkanie, podróż samochodem, podczas której zepsuł się na środku niczego, oraz zwierzę, o którym mówili, że prędzej czy później go adoptują.
Była szczerze przekonana, że nadszedł wreszcie ten moment, na który czekała.
Kiedy rachunek dotarł do ich stolika, nawet na niego nie spojrzała. Była zbyt skupiona na uspokojeniu ciężkiego oddechu i kołatania serca.
Wziął banknot i na niego spojrzał.