Ruth podniosła wzrok znad wózka inwalidzkiego i się uśmiechnęła.
„Dość długo ci to zajęło.”
Meredith się roześmiała. Roześmiała się cicho i lekko złamanym głosem, ale szczerze.
Mojej mamy tam nie było. Nie dlatego, że jej nie zaprosiłem. Zaprosiłem. Powiedziała, że nie jest gotowa. I po raz pierwszy jej uwierzyłem, bo niegotowość to uczciwość. A uczciwość to punkt wyjścia.
Ruth usiadła na czele stołu. Rozejrzała się po sali, patrząc na twarze, kwiaty, absurdalny kapelusz Roba na głowie, malucha z lukrem na brodzie. Spojrzała na mnie. Uśmiechnęła się.
To dobry stolik – powiedziała.
Ma rację. To dobry stolik.
Zbudowałem to nie pieniędzmi, nie z zemsty, nie z cierpliwością, nie z milczeniem i z ludźmi, którzy pojawili się, gdy nikt nie patrzył.
Nazywam się Ivy Colton. Niektórzy znają mnie jako Ivy Parker. Mam 29 lat i nie chcę już być czyjąś przestrogą. To moja historia i to ja ją teraz opowiadam.