Publicité

Trzy piętra Rev:enge

Publicité

Publicité

„Po pierwsze” – powiedziałem – „ten dom należy do mnie. Moja matka za niego zapłaciła. Jest zarejestrowany na moje nazwisko. Nie Adriana. Nie tej rodziny. Na moje”.

Lilibeth prychnęła. „Wiemy o tym, Mario. Ale jesteśmy rodziną. Nie bądź małostkowa.”

„Rodzina?” – odpowiedziałem spokojnie. „Wydaje się, że pamiętasz o tym tylko wtedy, gdy ci to służy”.

Potem kontynuowałem.

„Po drugie, skoro tak bardzo chcesz mnie wyrzucić, porozmawiajmy o konsekwencjach. Zgodnie z filipińskim prawem cudzołóstwo jest przestępstwem. A Arriane, doskonale wiedziałaś, że Adrian jest żonaty”.

Twarz Arriane pobladła.

Mój teść próbował interweniować. „Nie róbmy z tego czegoś brzydkiego”.

Zaśmiałem się raz, bez humoru.

„Przyszedłeś do mojego domu ze swoją kochanką i kazałeś mi zniknąć, a teraz martwisz się, że zrobi się źle?”

Potem wydałem wyrok, który ich wszystkich zamroził.

„Po trzecie” – powiedziałam cicho – „zanim zdecydujesz o moim losie, powinieneś wiedzieć jedno: wczoraj byłam w szpitalu. Dowiedziałam się, że też jestem w ciąży”.

W pokoju wybuchła wrzawa.

„To niemożliwe!”
„Kłamiesz!”

Nagle ton się zmienił.

Lilibeth rzuciła się w moją stronę, a jej głos drżał.
„Maria… nie wiedzieliśmy. Oczywiście, że nie odejdziesz. Jesteś rodziną. Ta kobieta…” – wskazała na Arriane – „powinna odejść”.

Ale to nie był koniec.

Spojrzałem prosto na Adriana.

„To nie jest największy problem” – powiedziałem. „To, co niosę, może nawet nie być dla ciebie”.

Cisza była nie do zniesienia.

Publicité

Publicité