Andrew McCarthy, ikona romantycznego kina lat 80., odcisnął swoje piętno na całym pokoleniu. Jednak za sukcesem i sławą kryje się osobista podróż o wiele bardziej intensywna niż jego role ekranowe.

Za niektórymi kultowymi twarzami kina kryją się historie, których nikt sobie nie wyobraża. W latach 80. Andrew McCarthy urzekł całe pokolenie swoim powściągliwym urokiem i romantycznymi rolami. Ale choć jego filmy odcisnęły piętno na widzach, jego osobista podróż jest jeszcze bardziej fascynująca. Bo za światłami reflektorów i czerwonymi dywanami rozgrywała się ludzka przygoda, o wiele głębsza niż jakikolwiek scenariusz.
Meteoryczny wzrost idolki lat 80.

W połowie lat 80. Andrew McCarthy szybko stał się jedną z najbardziej rozpoznawalnych młodych twarzy Hollywood. Z ciemnymi włosami, łagodnym spojrzeniem i wrażliwą grą aktorską doskonale wcielał się w romantycznych bohaterów uwielbianych przez nastolatków.
Kultowe klasyki, takie jak „Pretty in Pink” , „Ognisko Świętego Elma” i „Weekend u Berniego”, zapewniły mu sławę. Jego talent i naturalna charyzma natychmiast urzekły publiczność.
Jednak jego historia zaczyna się daleko od planu filmowego. Urodzony w 1962 roku w New Jersey, Andrew dorastał w zupełnie zwyczajnej rodzinie. Jego matka pracowała w dziennikarstwie, a ojciec w finansach. Nic w tamtym czasie nie wskazywało na to, że ten powściągliwy chłopiec zostanie gwiazdą filmową.
Jednak w latach licealnych odkrył w sobie prawdziwą pasję do teatru. Wyjście na scenę stało się naturalną koleją rzeczy. Jednak za tą pasją kryło się również uczucie powszechne wśród nastolatków: brak odnalezienia swojego miejsca.