Zabrałam już mamę do bardzo dobrego geriatry, specjalizującego się w utracie pamięci. Powiedział, że w moim wieku ważne są badania profilaktyczne. Jeffrey zgodził się zbyt szybko, sugerując, żebym umówiła się na wizytę. Udawałam, że rozważam ten pomysł, ale w głębi duszy śmiałam się. Próbowali zasiać we mnie ziarno przekonania, że staję się starcza, tworząc narrację, która ostatecznie miała mnie uznać za niekompetentną. To był dokładnie taki ruch, o jakim czytałam w notatniku Melanie.
Wtedy wpadłam na pomysł. Jeśli chcieli, żebym wyszła na idiotkę, zagram tę rolę perfekcyjnie. Dam im dokładnie to, czego oczekiwali: zdezorientowaną, bezbronną i coraz bardziej zależną staruszkę. I podczas gdy oni myśleliby, że wygrywają, ja zastawię pułapkę.
Zacząłem powoli. Udawałem, że zapominam o drobiazgach. Zadałem to samo pytanie dwa razy. Zostawiłem garnek na kuchence dłużej niż zwykle. Nic zbyt oczywistego, tylko tyle, żeby podsycić jej opowieść. Melanie natychmiast złapała przynętę. Zaczęła komentować Jeffreyowi na tyle głośno, żebym usłyszał o moim zagubieniu.
Jeffrey też się przyłączył, sugerując, że może potrzebuję pomocy w zarządzaniu rachunkami piekarni, bo to się dla mnie robi zbyt skomplikowane. Na zewnątrz kiwałam głową, udając troskę o siebie. W głębi duszy dokumentowałam wszystko. Nagrywałam rozmowy, notowałam daty i godziny oraz gromadziłam dowody. Każdy ich ruch był rejestrowany. Każde słowo było archiwizowane.
Zobacz ciąg dalszy na następnej stronie